„Konsulat Generalny RP informuje, iż wśród szanghajskiej Polonii funkcjonuje zwyczaj nieformalnych spotkań w każdy drugi piątek miesiąca w godzinach wieczornych w pubie irlandzkim The Blarney Stone.”
To też poszliśmy. Lokal znajduje się niedaleko, tym bardziej szkoda było nie spróbować. Parter okupowany przez Irlandczyków, za to całe pierwsze piętro zajęte przez nas. Frekwencja słaba, ale na pierwszy raz wystarczająco. Zauważ, że jestem tu od niedawna, więc parcie na spotkanie z rodakami jest jeszcze na dość niskim poziomie.
Zjawia się Konsul z żoną i kilka osób z towarzyszącymi im obcokrajowcami, nie znającymi polskiego. Tu pojawia się problem ponieważ oni też oczekują kontaktu, ale wtedy idea „spoktania polonijnego” gdzieś umyka. Czemu o tym mówie ? Bo już to wiem :) Cały wieczór spędziłem na rozmowie z brytyjczykiem, mężem polki, która była zajęta rozmowami z Asią i jej koleżanką. Było sympatycznie, wiesz anglia = football, tematów nie brakowało. Dyskusja skończyła się wymianą kontaktów i namiarem na lokal z dobrym telebimem. W międzyczasie klimaty troszkę się pomieszały. Irlandczycy zaczęli świętować nadchodzący Dzień Świętego Patryka i zapraszali wszystkich na paradę, która miała odbyć się następnego dnia. Czas leciał szybko a kupony na napoje zniknęły szybciej niż byśmy tego chcieli.
Wieczór polonijny dobiegał końca ale nasz nie. Zaraz nieopodal znajdował się klub Zapatas, do którego prędziuśko pospieszyliśmy. Impreza na całego, ale jakoś pozytywnych wibracji nie poczułem, pewnie ze względu na tłok. Trzeba było szybko szukać innego rozwiązania. Jesteśmy tu nowi, więc zdawałem sobie sprawę, że chodzimy po omacku jak odpicowany warszawiak po monciaku. Drugi strzał to klub Velvet Lounge (odpowiednik Mandarynki). Mały browar 20pln, szatnia 5pln. Co dziwne, tutaj szatnie znajdują się przed wejsciem do klubu. Jesteśmy w środku. Kolejna enklawa białego człowieka. Białego znaczy nie azjaty bo czarni też chętnie okupują to miejsce. Jeszcze nie bardzo rozumiem dlaczego jest tak duże pożądanie na odcinanie się od lokalnej kultury i celebrowanie swojej odmienności. Tutaj kilka tańców, szczypta rozmowy i wystarczyło. Czas wracać.
Taksówki to nie problem, łapiesz z ulicy o ile już na Ciebie jakaś nie czeka. Średni koszt podróży to 5,5pln za dnia, 7pln w nocy. Porozumiewanie się z taksówkarzem też jest dość łatwe. Podajesz mu skrzyżowanie dwóch ulic i liczysz na to, że się nie pomyli. Dotarliśmy. Tu zakończyłbym historię gdyby nie kulinarna ciekawostka na rogu ulicy.
Codziennie po godzinie 22 na schodach bankowego budynku na przeciwko naszych okien rozstawia się para chińczyków i serwują jedzenie, lokalne jedzenie…. inaczej – wyzwanie! Czy jest lepsza pora niż 3 w nocy na taką próbę? Nie wiesz co dostaniesz i nie wiesz ile zapłacisz. Idealny posiłek! Finał to smakowity makaron z warzywami o niewyrafinowanym wyglądzie w cenie 2,5pln za porcję. Innymi słowy mamy bar Kmar bliżej niż można było sobie tego życzyć!
Dobranoc.


Komentarze: 7 do “Polonia”
Zostaw komentarz