Nanshi czyli stare miasto

sha-nanshi

Po krótkiej przerwie w „nadawaniu” wróciłem na ulice Szanghaju. Tym razem w poszukiwaniu przygody wybrałem stare miasto zwane Nanshi położone niedaleko rzeki Huangpu. Gdyby ktoś zapytał wcześniej jak takie miejsce sobie wyobrażam bez wahania rzekłbym, że czeka mnie historyczna podróż w czasie do świetności kultury wschodu z ostrą dawką mistycyzmu. Otóż nie!

Aby ubiec rzesze zwiedzających pomknąłem zieloną linią metra jak najwcześniej mogłem i korzystając z wrodzonej orientacji w terenie :) otworzyłem szlak, przekraczając bramę miasta. Niestety wszyscy już tam na mnie czekali. Pierwszy atak zawsze zaczynają panowie z „oryginalnymi” zegarkami, torebkami, garniturami i iPodami. Potem zachęcany jesteś dosłownie do wszystkiego: jedzenie, obrazy, zdjęcia, koszulki, pałeczki etc. Ponieważ jestem profesjonalnym turystą ze stażem, wiem jak działać a właściwie nie działać aby za szybko nie zmęczyć się gościnnością.

Na pierwszy rzut oka charakterystyczna architektura dla czasów panowania dynastii Ming robi wrażenie, jednak gdzieś po drodze nie można odeprzeć poczucia jak kiczowato wypada okolica w połączeniu z butikami gęsto osadzonymi w ów budynkach, tworząc tym samym jeden wielki targ turystyczny. Nanshi zostało odrestaurowane dość niedawno, głównie na potrzeby komercyjne a jedynie ogrody Yu dotrwały w swej oryginalnej postaci do naszych czasów. Ta część szlaku sprawia największą radość, głownie ze względu na obniżone natężenie ruchu. Kręte ścieżki, skałki, zieleń i miejsca na spoczynek sympatycznie wypadają w porównaniu z tym co dzieje się za murami.

Po takiej dawce estetyki przyszedł czas na posiłek. Tutaj nie chciałbym się rozpisywać, więc pokażę jedną fotkę. Sam uznaj czy łatwo było wybrać coś na ząb ;).  Temat gastronomii uważam za dość obszerny i zapewne opiszę innym razem wraz z przykładowymi cenami.

Reasumując, Nanshi jest warte chwili uwagi. Rozczarowanie również było ciekawym doświadczeniem, a że nie jestem „muzelanym” typem turysty, znajdą się tacy co odbiorą stare miasto jako urzekający punkt na mapie Szanghaju.
Ja zaś aby nie zatracić poczucia smaku szybko udałem się na Bund podziwiać industrial po drugiej stronie rzeki, posłuchać komplementów i poćwiczyć sztukę pozowania do zdjęć robionych ukradkiem, bądź zupełnie bezpośrednio.

Tego dnia sfotografowano mnie dosłownie z każdej strony. Wystarczyło przystanąć na chwilę aby poczuć obiektyw na twarzy. Kilku panów zaczepiło mnie do wspólnego pozowania a nieśmiałe, chichoczące dziewczęta odchylały się jak tylko mogły aby „białas” znalazł się w kadrze… to był naprawdę dobry dzień ;)

Napisane przez:

komentarze 4 do “Nanshi czyli stare miasto”

  1. Marzec 29, 2009 o godz. 8:49 pm, B pisze:

    Z tym jedzeniem, to niezla prowokacja! Oczywistym wyborem jest rosol na wywarze z lba czegostam ;) Co do tych fotek, ktore Ci(Wam) cykaja Chinki(czycy), proponuje i prosze Was(oczywiscie jesli uznacie to za ciekawy i godny fatygi pomysl), zebyscie zrobili taki wypad: razem, ale osobno, czyli idziecie w niewielkiej odleglosci od siebie, tak jakbyscie sie nie znali, w momencie gdy widzisz jak ktos „robi” sobie fote z Asia, Ty to uwieczniasz z ukrycia(oczywiscie mozecie to zrobic rowniez odwrotnie, czyli ktos sobie robi fotke z Toba, a Asia rejestruje to z boku):)

  2. Marzec 30, 2009 o godz. 1:11 am, Kriss pisze:

    Da się zrobić. Jest zlecenie, jest i wyzwanie ;)

  3. Kwiecień 2, 2009 o godz. 9:47 pm, Ewa pisze:

    Pewnie nie wiesz, ale jak wgooglujesz „Shanghai weekly” to jesteś ziom na podium!
    Trzeci wynik wyszukiwania :)
    Gratulujemy rodakowi na obcym lądzie ;)

  4. Kwiecień 3, 2009 o godz. 10:32 am, Kriss pisze:

    Zatem czas pisać dla szerszej publiki ;)

Zostaw komentarz