Ja, Chińczyk cz.2

sha-pudong-chinczyk

Droga dla oczekującego rezydenta usypana jest wieloma przeszkodami. Dla mnie kolejną był Urząd Bezpieczeństwa Publicznego. Jako, że nie mam żadnego agenta, który poprowadził by mnie przez biurokratyczny labirynt, znów korzystając z zielonego rumaka, ruszyłem na podbój wschodniej części miasta za rzeką Huangpu.

Pudong to nowoczesna część Szanghaju, zdominowana przez beton i szkło. Jaskrawo zielone i równo przystrzyżone trawniki, alejki przecinane wielopasmowymi drogami i sylwetki wysokich budynków na horyzoncie bez względu, w którą stronę skierujesz wzrok. Masowa sterylizacja terenu! Tutaj odwiedziłem Science & Technology Museum, które może być ciekawą atrakcją na deszczowe dni. IMAX, 4D Theatre, Space Theatre, IWERKS 4D to przykładowe rozrywki, których jeszcze nie rozpracowałem.
Po tej stronie miasta mieszka również zamożniejsza siła robocza z importu. Ludzie na kontrakcie wynajmują tutaj apartamenty sięgające ceną do 10tyś. pln za miesiąc. Oglądając osiedla z punktu widokowego wszystko jest symetrycznie i ładnie poukładane. Nie ma miejsca na odrobinę chaosu, który szaleje po drugiej stronie rzeki. Huangpu stanowi tutaj idealną, „naturalną” granicę pomiędzy dwoma częściami miasta: Pudong & Pusi. Oczywiście nie wszystkie dzielnice są tak sterylne jak opisuję, jednak typowy turysta nie znajdzie czasu na większą eksploracje obszaru. Zwłaszcza kiedy trafi na Fake Market, który znajduję się w podziemiach Pudongu, zaraz po wyjściu z jednej stacji metra.

Market z podróbkami, bo o nim tu mowa dostarczy Ci dosłownie wszystko. Chcesz iPhone na dwie karty SIM? Czy może zestaw kijów golfowych? A może zegarek Omega w rozsądnej cenie :) Tu masz wszystko a targowanie się o każdy produkt przypomina bardziej bieg ślepego przez płotki niż uczciwą transakcję. Strzelasz ceną i walczysz o nią jak najdłużej. Potem wychodzisz rezygnując z zakupu aby zaraz zostać przywołanym przez sprzedawcę do renegocjacji. Polecam! Polak i Chińczyk gwarantuje niezły pojedynek.

Wracając do moich przebojów rejestracyjnych dodam tylko, że wizytę w kolejnym przenowoczesnym budynku mogę uznać za udaną. Nie chciałbym w każdym wpisie zachwalać chińskiego zaawansowania technologicznego i proceduralnego jednak i tym razem przegrywamy. Wypełnienie formularza w kraju, którego języka ojczystego nie znam i wizyta przy okienku z umundurowanymi urzędniczkami zajęła mi 15 min. Za tydzień odbieram wizę a właściwie zostanie mi dostarczona pod same drzwi. Takiego serwisu życzę sobie i Tobie w naszej ojczyźnie.

Napisane przez:

komentarze 3 do “Ja, Chińczyk cz.2”

  1. Marzec 29, 2009 o godz. 8:05 pm, B pisze:

    Cos czuje, ze te centrum z podjopkami bedzie obowiazkowym punktem naszego pobytu:) i bardzo Ci dziekuje, ze juz teraz szkolisz swoje techniki negocjacyjne, bo na pewno z nich skorzystamy:). A tak na marginesie, odniosles juz jakis „sukces”, tzn. kupiles cos po ustalonej przez siebie cenie?

  2. Marzec 30, 2009 o godz. 12:07 am, Kriss pisze:

    O tak, dokonałem zakupu a nauki negocjacyjne pobierałem u najlepszego specjalisty tematu w tej części świata, mieszka ze mną, więc lekcje są darmowe ;)

  3. Marzec 30, 2009 o godz. 4:08 am, Jarr pisze:

    Wow, fantastyczne fotki. Jedna z nich wyglada jak z prospektu developera ;)) A porównując moją ostatnią wizytę w UM w sprawie jednego dokumentu, Twoje starania o status rezydenta są bajecznie proste.

Zostaw komentarz