Sobotni brązowy cukier

sha-brownsugar-logo

Weekend już za nami, jednak byłoby nie ładnie z mojej strony gdybym nie wspomniał o gorączce sobotniej nocy czyli o naszych przypadkowych wypadach na miasto.

Szanghaj to miejsce mocno rozrywkowe, często określane mianem księcia biznesu i kapryśnego hulaki. Ilość punktów rozrywki jest oszałamiająca. Każdy znajdzie coś dla siebie a szaleństwo zaczyna się już od poniedziałku.
Jak wspomniałem wybór jest prawie nieograniczony, jednak na początek  najlepiej wypróbować Xintiandi. To najpopularniejsza i najbardziej stylowa alejka, na której naliczyłem ponad 30 lokali jeden obok drugiego. Wszystko zgrabnie zaprojektowane w zabytkowych domkach zwanych shikumenami.

Tutaj właśnie wylądowaliśmy w sobotni wieczór z nowo poznaną polsko-angielską parą.  Paradise Bar to wesoła jadalnia zamieniająca się po 21 w pub. Nowi znajomi to stali bywalcy zaznajomieni z personelem. Pisze o tym ponieważ dwie filipińskie dziewczęta śpiewające w ów lokalu witają ich na wejściu i wyjściu bez względu na to czy są w trakcie piosenki czy też nie. I tym razem trafiła się podobna sytuacja. Wychodząc z lokalu, muzyka ucichła i pożegnano nas oklaskami :) Dodam jeszcze, że w toalecie pani porządkowa nieśmiało skomplementowała mój wygląd. Czegóż więcej trzeba na początek dobrej zabawy!

Drugim miejscem, w którym zawitalismy to jazzowy lokal Brown Sugar. Miejsce dość mocno zasilone lokalną klientelą i masą turystyczną. Jakimś trafem udało się zdobyć jedyny wolny stolik akurat pod samą sceną. Może to przypadek a może fakt, iż stolik miał swoją dolną granicę zamówień, którą trzeba przekroczyć aby można było cieszyć się wygodami. Dalszy opis nie ma sensu, więc przejdę do sedna.

Tej nocy na deskach lokalu mieliśmy przyjemność zobaczyć i posłuchać rewelacyjną Mandy Gaines & Wade Mikkola Quintet. Wokalistka pochodząca z Cincinnati, Ohio od razu nadała mocny rytmiczny ton przez co czarny klimat rozlał się błyskawicznie po sali. Cała zabawa zaczęła się kiedy poprosiła nasz stolik o podtrzymywanie atmosfery oklaskami. Jako, że siedziałem bezpośrednio skierowany w jej stronę upodobała sobie moją osobę do przyśpiewywania podczas refrenów. W kilka minut parkiet zapełnił się tańczącymi parami, nóżki pod stołem już nie wytrzymywały ciśnienia, ale dzielnie nadawaliśmy ton nieustannym aplauzem.
W przerwie czmychneliśmy jeszcze do Luny aby spokojnie porozmawiać z towarzyszami i choć tam grzmiała kapela z repertuarem Guns’n’Roses spokojnie dotrwaliśmy do końca wieczoru.

Na koniec dla zainteresowanych krótkie video z otwarcia „Brązowego Cukru”.

Napisane przez:

komentarze 3 do “Sobotni brązowy cukier”

  1. Kwiecień 1, 2009 o godz. 3:54 pm, Jarr pisze:

    Kriss, musisz wyrobić sobie nowe karty klubowe, chyba że wchodzisz do tych klubów z kartą rezydenta :)))

  2. Kwiecień 3, 2009 o godz. 6:15 am, szuto pisze:

    ale masz fajowo :),,,a mytlko sopot ;)

  3. Kwiecień 3, 2009 o godz. 10:57 am, Kriss pisze:

    W Sopocie kart nie potrzebowałem to i tu będzie trzeba nad tym popracować ;P

Zostaw komentarz