Miejscowe paranoje

sha-nanshi-night

Powodów, dla których nie opisuje szlaków turystycznych jest kilka. Po pierwsze wszystko można wyczytać w przewodnikach, po drugie nie chce przynudzać a po trzecie nie wszystko wygląda tak atrakcyjnie jak byś to sobie wyobrażał. Czasami naprawdę trudno jest wycedzić wartość kulturową danego miejsca od jego otoczenia.
W zachodniej cywilizacji istnieje swego rodzaju „kult przodka”, tutaj zaś, jeśli rząd nie weźmie pod swoje skrzydło spuścizny przeszłości, zostaje ono skonsumowane przez społeczeństwo. Zabytki przekształcone w punkty nocnej rozrywki, całe dzielnice w centra handlowe bądź po prostu zamieszkałe przez biedniejszą część mieszkańców.

Poruszając się po takich dzielnicach doświadczyłem kilku sytuacji bądź spostrzeżeń, do których trudno się przywyczaić i właśnie dlatego je spisuje. Zanim jednak przytocze pierwszą z nich dodam tylko, że w Szanghaju nie ma pięter z cyfrą 4. Zajęło mi to miesiąc zanim zauważyłem ich brak w windzie (4,14,24). Tym samym informuję, iż mieszkamy cztery piętra niżej niż sądziłem (brakuje też 13, to ukłon chińskich inżynierów w stronę bardziej europejskich przesądów). Bo źródłem ich braku są właśnie przesądy.
Otóż numer 4 oznacza w języku chińskim to samo co „śmierć”, a przecież nikt rozsądny nie chciałby mieć śmierci za sąsiada! Niektóre budynki posiadają ów piętra jednak aby dostać się na nie trzeba skorzystać z osobnej windy. Są też jeszcze inne kombinacje poruszania się w pionie, ale nie ma sensu zbytnio się rozpisywać.

Wracając do miejskich paranoii, nie sposób przyzwyczaić się do norm panujących w budownictwie. Po prostu ich nie ma, dlatego przechodząc obok robót drogowych musisz być nad wyraz czujny. Oberwałem nie jedną iskrą od spawacza i wiórami drewna z piły stojącej na środku chodnika. Nikt nie robi z tego problemu, żadne regulacje nie blokują robotników i może dlatego praca wre o każdej porze dnia i nocy.

Innym niepokojącym zjawiskiem jest przedmiotowe traktowanie psów. Bo psy pomimo panujących tutaj zasad są też uznawane za zwierzęta domowe, jednak ich właściciele podchodzą do tematu bardziej rozrywkowo. Większość pupili to małe, pudlo podobne rasy w kolorze białym. Aby jednak bieli nie było za dużo, uszy mają pofarbowane na różowo bądź jaskrawo zielono. Wygląda to żałośnie, ale trend jest dość widoczny i udziela się większości właścicielom. Na domiar złego, widziałem brązowego psiaka w malutkich butkach z logiem adidasa !!!

Jako, że te informację przekazuję bardziej z poczucia obowiązku a nie w celu zniechęcenia potencjalnego turysty dodam na koniec miły akcent z dzisiejszej wycieczki po mieście:
Nanshi, czyli stare miasto, które opisywałem już wcześniej zastałem porą wieczorową i wyglądało absolutnie uroczo. Spokojniejsza atmosfera, brak tłumów i budek z jedzeniem, sprzedawcy jakby śnięci, podobało mi się!

Tym samym kończę i zawieszam działalność na czas świąt ;) Smacznego jajka, oby nie stuletniego.

Napisane przez:

komentarzy 5 do “Miejscowe paranoje”

  1. Kwiecień 9, 2009 o godz. 2:48 am, Ewa :) pisze:

    jak ja się cieszę że już za chwil parę będziesz opowiadał te ciekawostki osobiście :)))))) do zobaczonka!

  2. Kwiecień 9, 2009 o godz. 3:04 am, Żona pisze:

    Kochana żona już czeka na Ciebie w Polsce a dokładnie na lotnisku w cudownej stolicy ;)

  3. Kwiecień 9, 2009 o godz. 4:30 am, B pisze:

    No to my mieszkamy na 6 bez windy pod nr 19,trzeba zmienic dane adresowe;)
    Asiu, witamy w Polsce:)!

  4. Kwiecień 18, 2009 o godz. 12:19 am, Wojtek pisze:

    Podobno jak sie popytasz w tych biedniejszych dzielnicach to pieska mozna zjeść :-)

  5. Kwiecień 18, 2009 o godz. 2:18 pm, Kriss pisze:

    …a buciki zachować ;)

Zostaw komentarz