Ucieczka do Hangzhou

shablog.pl-hangzhou
Ostatnie dni przed zaćmieniem były nie do zniesienia w mieście zwanym Szanghaj. Golasy na ulicach (przynajmniej na mojej dzielni), wzmożony zapach ciężkiej pracy, klimatyzacja na wysokich obrotach. Nie pozostało nic innego jak zaplanować weekendową ucieczkę z miasta… do miasta.

Tym razem ruszyliśmy do Hangzhou położonego 150km na południowy wschód od Szanghaju. Jeśli chodzi o turystykę, miasto głównie słynie z ogromnego, acz sztucznego zbiornika wodnego zwanego potocznie Jeziorem Zachodnim (Xi Hu). Oprócz tego, w Hangzhou można również zaglądnąć do Świątyni Lingyin, jednego z bardziej znanych klasztorów buddyjskich w Chinach, który mieści się na terenie obszernego parku krajobrazowego. Tam też na ociosanych skałach znajduję się m.in. Wesoły Budda, jeden z celów na naszym szlaku.

Większość atrakcji znajduje się w bliskiej odległości od siebie, jednak zakładając, iż w stosunku do Szanghaju, małą mieściną nazywamy sześcio-milionową aglomerację, trzeba wziąć poprawkę na proporcję i zastanowić się transportem miejskim.

Miasto samo uczy jak podróżować. Zaproponuje Ci transport lub Cię do niego zmusi. Bo kiedy cień drzewa nie przynosi ukojenia, ze zraszaczy trawnika leje się ciepła woda, a Ty znajdujesz się w połowie alejki spacerowej przechodzącej przez środek jeziora, zaczynasz bardziej szanować siłę promyka słonecznego…

Tego to dnia turysta przegrał pojedynek z naturą i uciekając w cień skrócił swoją przygodę, skrycie marząc o klimatyzowanym przedziale w Szybkiej Kolei Między-miejskiej.

Napisane przez:

komentarzy 5 do “Ucieczka do Hangzhou”

  1. Lipiec 27, 2009 o godz. 4:49 pm, Jarr pisze:

    Chiny to kraj wielkich możliwości, zwłaszcza turystycznych. Pozazdrościć tylko i czekać na możliwość osobistych wrażeń ;)

  2. Lipiec 27, 2009 o godz. 5:58 pm, Lukasz pisze:

    Hmm, fajnie byłoby się zrobić na takiej łódeczce ze stolikiem. Ale mam małe podejrzenia co do oryginalności tych chińczyków. Mało który z nich wygląda jakby znał kung-fu. Może to napływowcy z Korei?

  3. Lipiec 27, 2009 o godz. 6:48 pm, Kriss pisze:

    Prawda, tutaj turystykę można uprawiać 24/7 :) Co do kung-fu to spotkałem się z tym pojęciem tylko raz, jak wszedłem do chińskiego fast-food’u „Kung-Fu Express”

  4. Lipiec 30, 2009 o godz. 4:20 am, B. pisze:

    Podroz koleja, czyli bez firmowych kanapek Asi ani rusz:)
    Co powiedziales lub obiecales temu gosciowi z drewnianym mlotkiem, ze z nieskrywana przyjemnoscia pozowal do zdjecia;)?

  5. Lipiec 30, 2009 o godz. 10:02 am, Kriss pisze:

    Tym razem uproszczony sandwicz :) Gościa z drewnianym młotkiem „zapytałem” czy mogę zrobić zdjęcie… ot i cała tajemnica sukcesu. Oczywiście na początku spędziłem chwilę przy moździerzu aby udowodnić, że jestem ciekaw fachu.

Zostaw komentarz