Była sobie Taikang Lu

shablog.pl-taikang-lu

Mowa tu o uliczce… O uliczce jakich mało w Szanghaju. Nastrojowa i rozrywkowa, artystyczna i kameralna pomimo turystów i amatorów pretensjonalnej sztuki. Nie łatwo tu trafić, ale jak już ją znajdziesz, trudniej z niej wyjść.

Taikang Lu to splot ciasnych alejek wypełnionych knajpkami, małymi sklepikami i butikami. Jedno z nielicznych miejsc gdzie możesz zasiąść „w ogródku” i popijając napój chłodzący, napawać się urokiem starzejących się kamienic. Bo właśnie kamienice a właściwie Shikumeny i ich mieszkańcy nadają temu miejscu niepowtarzalnego klimatu.

Pomimo miana ulicy artystycznej, jej rodowici mieszkańcy to najzwyklejsze chińskie rodziny narzekające na zgiełk weekendowego, hedonistycznego nasilenia. W ich obronie stają strażnicy ciszy w czerwonych opaskach, reagujący na wybuchy śmiechu i zbyt entuzjastyczne zachowanie barowej klienteli. Mimo to a właściwie dzięki temu, wieczorny nastrój choć „sztucznie kontrolowany” jeszcze bardziej elektryzuje.

Taikang Lu może być tym czym chcesz. Za dnia źródłem ręcznie robionych pamiątek, oryginalnych ciuchów i ceramiki lub powalających świeżo wyciskanych soków. Wieczorem miejscem degustacji wina lub mniej wyrafinowanych trunków. W chwilach upojenia najważniejsze jest aby podczas poszukiwania toalety nie wejść przypadkiem komuś do domu ;)

Niezależnie od pory, nie sposób źle ocenić ten kawałek Szanghaju. I mimo coraz większej popularności i natłoku ciekawskich, Taikang Lu niesie ze sobą wyjątkowy zapach rewolucji, który na długo pozostanie w Twoich nozdrzach.

Napisane przez:

komentarzy 10 do “Była sobie Taikang Lu”

  1. Sierpień 4, 2009 o godz. 8:00 pm, Jarr pisze:

    Orzesz Ty, ale miejsce!

    To bardziej przypomina jakąś inną planetę, a nie zabiegany i ciągle spocony Shanghai.

    Zwiedzajcie, badajcie i odkrywajcie kolejne takie miejsca ;)

  2. Sierpień 4, 2009 o godz. 9:48 pm, Kriss pisze:

    Planeta Ziemia szwagier. Niezłe t-shirty do szarpnięcia na miejscu ;) Mam już kolejną uliczkę na liście, ale z pewnością nie będzie już tak klimatyczna.

  3. Sierpień 5, 2009 o godz. 3:21 am, jungle hessus pisze:

    akty na ulicach sha – to już musi byc na prawdę wyzwolona uliczka

    p.s.

    hehehhehehehe no wielki zaczeske na ostatniej fotce to masz pierwsza klasa ehhehehehehehehee, pozdrowienia!

  4. Sierpień 5, 2009 o godz. 10:10 am, Kriss pisze:

    Eeeej to nie zaczeska tylko opaska stary. My Chińczycy tak nosimy ;)

  5. Sierpień 12, 2009 o godz. 5:39 am, B. pisze:

    Bylem, widzialem, potwierdzam! Tylko dlaczego dopiero teraz sprzedajesz informacje o tych sokach??? Wygladaja na naprawde przepysznie apetyczne, oczywiscie teraz to moge sie tylko obejsc smakiem;) Czy znasz powod przytwierdzenia butelek po TsingTao do kraty? Jakis myk ekologiczny na zbieranie deszczowki;)?

  6. Sierpień 12, 2009 o godz. 10:17 am, Kriss pisze:

    Prawda… soki apetyczne, sami na nie niedawno wpadliśmy.

    A przytwierdzone butelki to performance… Dzieło, „Kran Balladyny”, dekonstruuje romantyczne kalki, wpuszczając w martwy staw banałów. Cuchnący, acz ożywczy… taki… bulgot niepokoju… ;)

  7. Sierpień 14, 2009 o godz. 4:37 am, B. pisze:

    Ooo, bracie! Czy to Sha sprawil, ze odezwala sie u Ciebie ta „liryczna” nuta, czy zawsze to w Tobie siedzialo? Rozumiem, ze nastepny wpis bedzie w takim „poetyckim” klimacie ;)

  8. Sierpień 18, 2009 o godz. 9:23 am, Kriss pisze:

    To tylko cytat z Testosteronu bracie ;)

  9. Sierpień 19, 2009 o godz. 4:32 am, B. pisze:

    No wlasnie cos mi sie kojarzylo z tym kranem,he,he:)BTW, mozesz sobie teraz go kupic, bo wystawiaja rekwizyty z Testosteronu i Ladies na aukcje.

  10. Luty 10, 2010 o godz. 12:42 am, Ewa i Jarek na końcu świata | Shanghai Weekly pisze:

    […] Ogrody YuYan, Nanging Road, pojawiły się miejsca bardziej ukryte jak targ ptaków i Bonzai, Taikang Lu. Pojawił się też pomysł odwiedzenia miejscowości Wuxi z 88 metrowym pomnikiem Buddy z brązu. […]

Zostaw komentarz