Branżowa fabryka i Moganshan Lu

shablog.pl-moganshan-lu

Rzecz w tym by z miasta wyciągnąć jak najwięcej. Trochę tu, trochę tam. I choć ostatnio miałem niewiele czasu na dłuższą wędrówkę, a pogoda nie dawała szans na zaplanowanie czegoś na zaś, poszukiwania nowych miejsc to nadal priorytet turysty na etacie.

Po kilku wizytach na ulicy Taikang Lu nabrałem apetytu na kolejny zakątek artystyczny, więc nie pozostało nic innego jak odwiedzić Moganshan Lu, skupisko galerii i lokalnych artystów. Droga do „centrum” wiedzie wzdłuż murów pokrytych graffiti, które w Chinach nie są zbyt popularnym środkiem komunikacji społecznej… poczułem się jak na Zaspie lub Przymorzu :)

Galerie to opustoszałe fabryki i magazyny, które tylko w rękach artystów odzyskują swoją duszę. Sprytny i dość częsty gest ze strony władz aby podnieść jakość niszczejących budynków. Odremontowane lub odrestaurowane wnętrza idealnie współgrają z rdzą i szarością tej części dzielnicy.

Włócząć się pomiędzy galeryjkami, natrafiłem na malarza, który ze względu na mało strategiczny punkt sprzedaży musiał nawoływać klientów do swojej pracowni. Jedną z ofiar stałem się i ja. Artysta wyjątkowo odporny na krytykę, wskazując na każdą swoją pracę powtarzał jak pięknie maluje. Wciągnięty do kantorka, poznałem historię jego kariery i obejrzałem album ze zdjęciami klientów. Pomimo ogromnej zniżki na obraz „Zima”, udało mi się wydostać z labiryntu i czmychnąć w stronę wyjścia omijając sąsiednie pracownie.

Patrząc z góry widać jak lokalna, nowoczesna sztuka stara się zacierać granice kulturowe. Kult Baracka Obamy pomieszany z Chińska Rewolucją, duży wpływ Warhola i interpretacje klasyków w nowym wydaniu. Oczywiście za tym wszystkim stoi turysta, który pokrywa koszty farby, więc jeśli szukasz czegoś bardziej wyjątkowego radzę wejść na piętro lub zaglądnąć co kryję się w magazynie za obrazem „Zima” bo tam możesz znaleźć właśnie coś dla siebie.

Na koniec nawiąże jeszcze do budynków, w których takie siedziby powstają. Wiele z nich to stare, opustoszałe, świńskie rzeźnie, które dla Chińczyka nie mają większej wartości z powodu Feng Shui. Za to są niesamowicie elektryzujące dla obcokrajowców. Ich wartość raptownie wzrasta kiedy zostają przejęte przez właścicieli restauracji bądź agencje reklamowe.

Jedno z takich miejsc odwiedziłem podczas eventu pod tytułem „projektowanie zgodne z naturą”. Szczegółami wieczoru zanudzać nie będę, więc pozostawiam Ciebie jedynie z garstką fotek umieszczonych poniżej.

Napisane przez:

komentarzy 6 do “Branżowa fabryka i Moganshan Lu”

  1. Sierpień 18, 2009 o godz. 3:29 pm, Jarr pisze:

    Skoro można tam zobaczyć Barracka, to znaczy chyba, że chińska policja tam nie dociera. Uważaj na to miejsce Krzyśku, zwłaszcza z aparatem.

  2. Sierpień 18, 2009 o godz. 5:35 pm, Kriss pisze:

    Barack jest ogólnie całkiem popularny. Z chińska policją czy bez mam chyba te same szanse ;) A Ty Szwa nie na wakacjach?

  3. Sierpień 18, 2009 o godz. 11:13 pm, jungle jesuss pisze:

    no w końcu graffiti, którego tak długo w chinach szukaliśmy. fajne fotki.

  4. Sierpień 19, 2009 o godz. 4:27 am, B. pisze:

    A ile ten narcystyczny artysta chcial za „zime”? Moze warto bylo zainwestowac;)? Fajna ta fotka z kotem, ktory jakby szukal swojej pani z obrazu:)

  5. Sierpień 19, 2009 o godz. 10:49 am, Kriss pisze:

    Za „zimę” chciał 10000rmb, najwyższą cenę jaką podał to 18000rmb za inny obraz. Na wszystko dawał 30% zniżki.

  6. Sierpień 20, 2009 o godz. 3:49 am, B. pisze:

    E tam 30% znizki;) Pewnie z nim tez(tak jak na fake markecie)udaloby sie sfinalizowac transakcje za 10% wartosci wyjsciowej:)? Jak uda Ci sie zejsc do takiej ceny, to kup mi „zime”, walne sobie ja w „salonie”;)

Zostaw komentarz