
Changping Lu, która już raz wystąpiła jako bohaterka jednego z wpisów, znów trafia na pierwszą stronę Shanghai Weekly. Tak naprawdę pomimo swojej wyjątkowości – przynajmniej w moim mniemaniu – tym razem jest tylko wstępem do treści typowo kulinarnej.
Raz czy dwa razy w tygodniu w porze lanczu zaglądam do małego baru na rogu skrzyżowania aby doznać rozkoszy smakowania potrawy zwanej Lamien czyli ręcznie robionego makaronu. Tak naprawdę jest to nic innego jak rosół z makaronem, wieprzowiną i jajkiem, jednak kunszt wykonania tejże zupy za pierwszym razem potrafi porządnie zaskoczyć.
Nie owijając w bawełnę bądź lepiej… nie nawijając dalej makaronu zapraszam na małą prezentację w wykonaniu szefa lokalnej restauracji Lamien, wyłącznie dla shablog.pl ;) Poniżej również kilka zdjęć ulicy gdzie zaczynam i kończę dzień pracy. Specjalnie nie zagłębiłem się w krawężnikowe historie… być może uda mi się jeszcze kiedyś do tego tematu powrócić podpierając słowo odpowiednim materiałem zdjęciowym.


Komentarze: 8 do “Moja uliczka, mój lamien”
Zostaw komentarz