Rosyjski Latający Słoń

shablog.pl-rosja

Muszę przyznać, iż ostatnio czas nie pozawala na częste sprawozdania z terenu a praca zaczyna „powoli” przyćmiewać turystyczny styl życia. Weekendowe plany poszukiwania przygody w górach również trzeba było przenieść na termin późniejszy a wszystko ku chwale pracy. Nie znaczy to jednak, że Szanghaj przestał zaskakiwać.

Z ostatnim piątkiem, który wcale nie okazał się początkiem weekendu zostaliśmy zaproszeni do knajpy zwanej „Latający Słoń”, prawdopodobnie jedyna rosyjska restauracja w mieście. Po Rosjanach można spodziewać się wiele, więc bez zbędnych oczekiwań ochoczo ruszyliśmy w miasto.

Na wejściu poprzeczka ustawiona wysoko. Towarzystwo typowo weselne, czyli dzieciaki biegające między stołami, byczki w ciasnych koszulkach i starsze pary bujające się w rytm muzyki. Do tego wódka na stołach, pan grający na keyboardzie i chórek odtwarzający rosyjskie hiciory. Trzeba było szybko wczuć się w huczny klimat, który nie dawał możliwości na dłuższą rozmowę przy stoliku.

Być w takim miejscu i nie zamówić ogórków z „popitką” było by grzechem. Jako danie główne, zminiaturyzowane pierogi ruskie. Czas mijał a atmosfera robiła się gorętsza. Taniec brzucha co jakiś czas przecinał parkietowe balety aż wreszcie przyszedł moment na męskie popisy:

Jedynym przegranym w tym pojedynku był drągal w okularach, którego moja niemiecka koleżanka z pracy po oglądnięciu video skwitowała „to nasz człowiek” :).

Noc minęła szybko, a następny dzień w biurze. Zawinęliśmy się jak tylko rosyjskie rytmy przerodziły się w typową dyskotekę z niedobitkami na parkiecie.

Warto było, hej! A niedziela na kartingach pod bacznym okiem Roberta ;)

Napisane przez:

komentarzy 13 do “Rosyjski Latający Słoń”

  1. Wrzesień 11, 2009 o godz. 3:23 am, Jarr pisze:

    Rosjanie, to w większości Słowianie, a oni potrafią bawić się wszędzie. Zastanawiam się czy w SHA nie ma polskiej knajpy, czy jeszcze tam nie trafiliście?

  2. Wrzesień 11, 2009 o godz. 7:15 am, jungle hessus pisze:

    lasery + kazaczok = melanż in da wódeczka russin stajl heheh. Pięknie!

  3. Wrzesień 11, 2009 o godz. 8:52 am, Kriss pisze:

    @Jarr: Polskiej knajpy …jeszcze… nie ma ;) Za mało nas tutaj. Oficjalnie podobno ponad 300 zarejestrowanych, ale myślę że koło 1k bez statystyk. Co to jest w porównaniu z Niemcami – ponad 10 tys.

    @Junegle H: Kazaczok!!! Dzięki hehe, nie mogłem sobie przypomnieć, ale chłopaki pięknie wymiatają.

  4. Wrzesień 11, 2009 o godz. 4:11 pm, josp pisze:

    Ten dagnal to za malo czy za duzo wypil? pomijajac fakt ze byl niemcem… Ciekawe miejsce. Jesli przyjdzie mi jesze pozyc w szanghaju to musze sie tam przejsc. A jak kulinaria w tej knajpie?

  5. Wrzesień 11, 2009 o godz. 4:39 pm, kriss pisze:

    Drągale tak się ruszają, powinieneś to wiedzieć ;) Kuchnia w miarę – w ojczyźnie można by wybrzydzać, ale tu… delikatesy, tylko małe. Do ogórków przyczepić się nie mogę.
    A Ty gdzie się szlajasz? Mama tęskni ;)

  6. Wrzesień 12, 2009 o godz. 1:07 am, YLK pisze:

    Ogorki kwaszone robione w Harbinie, a smakujace jak polskie, mozna bylo nie tak dawno kupic w Metro przy Gudai rd 顾戴路. Podobne w smaku, ale duzo drozsze, bo i sprowadzane z Niemiec, bywaja dostepne w City Shop w podziemiach Printemps na Huaihai Rd i na Hongmei Rd 虹梅路.
    Pare dobrych lat temu byla knajpa zalozona przez Polaka, nazywala sie „Tropicana”, z polskim kucharzem i muzyka latynoska. Niestety, nie przetrwala. Ponoc kiedys kucharz mial przygotowac kaczke na polska modle, kupil wiec surowiec w sklepie, i byla wpadka, bo surowiec byl lokalnie potwornie osolonym (i w ten sposob zabezpieczonym przed zepsuciem) kaczorem. Kucharz tego nie wiedzial, nie sprawdzil. Ponoc nie rewelacyjna kuchnia byla przyczyna upadku lokalu, a szkoda…

  7. Wrzesień 13, 2009 o godz. 2:04 am, Kriss pisze:

    Tropicana… ulica Polanki przychodzi na myśl… szkoda, że nie ma przyczółku polonijnego w dobrym stylu. Dziękuję za ogórkowe wskazówki.

  8. Wrzesień 13, 2009 o godz. 7:14 am, josp pisze:

    Ogórki sprowadzane z Niemiec, nie tak znowu drogo można kupić w carrefourze niedaleko Xujiahui:)
    Tymczasem ja sie błąkam po ulicach Warszawy, wlasnie szczęśliwie uniknąłem mandatu za spożycie. Nie ten wymiar kultury co w Szanghaju…

  9. Wrzesień 13, 2009 o godz. 2:35 pm, Kriss pisze:

    Ogórki z Carrefoura stoją w lodówce ;) …ale to konserwowe. Nie błąkaj się tak po ulicach bo zaraz dostaniesz mandat za przechodzenie na czerwonym świetle.

  10. Wrzesień 15, 2009 o godz. 12:13 am, B. pisze:

    Wrocilem:)
    Sadzac po komentarzach, mozna by odniesc wrazenie, ze glownym tematem wpisu byly ogorki,he,he. Co do dragala, wydaje mi sie,ze po prostu poczul w sobie to cos, co zezwala na publiczny wystep: u mnie zwyczajowo jest to 0,5 l, jednak obstawiam, ze u niego poszlo wiecej(w koncu jest wyzszy:)). Tak, czy siak, Jarr’a lepiej tam nie zabieraj;)

  11. Wrzesień 15, 2009 o godz. 10:27 am, Kriss pisze:

    Wróciłeś?
    Właściwie to wpis miał być o chłopakach na parkiecie. Szczerze jestem pod wrażeniem pozytywnej energii, śmiałości i ruchów. Oglądałem to video już dobre kilka razy i za każdym razem poprawia mi humor.
    Jarr potrenuje i jeszcze kazaczokiem zaskoczy ;)

  12. Wrzesień 15, 2009 o godz. 3:40 pm, Jarr pisze:

    Jarr trenuje z teściem. W sobotę postawiłem wkupne na Czereśniową i dałem radę. Jeszcze miesiąc i nic poniżej 40% nie przełknę ;)

  13. Wrzesień 15, 2009 o godz. 3:44 pm, kriss pisze:

    Ooo to Bajdzio już na lotnisku na rozruch dostaniesz ;)

Zostaw komentarz