
“Shablog znowu nadaje!” …i ruszył na safari. Ostatniej niedzieli, my „Chińczycy” odpracowywaliśmy nadchodzące październikowe święto przez co weekend zawęził się do jednej wolnej, krótkiej soboty. Trzeba było działać szybko i bez zastanowienia. Czas uciekał, więc wykorzystaliśmy okazję aby „zaliczyć” atrakcję nie raz odwlekaną… Shanghai Wild Animal Park.
153 hektarów zwierzęcego „azylu” położone po stronie Pudong. Jedyne 10 przystanków metrem i 14 autobusem od naszego mieszkania. Fanem takich ogrodów nie jestem, ale kto by nie chciał zobaczyć żywej pandy.
Przed wyjazdem sprawdziłem dostępne źródła informacji czy aby na pewno miejsce jest warte zobaczenia i czy przypadkiem nie dostarczy nam traumatycznych przeżyć. Bo widzisz, jeśli chodzi o temat zwierząt w Chinach, sprawy potrafią przybrać nieciekawy kierunek. Słowo azyl użyte w cudzysłowie również miało nadać pewien niepokój, który towarzyszył nam podczas wycieczki.
Zaczynając od tego, że w aparacie nie miałem karty i zdjęcia musieliśmy cykać z telefonu Chuck’a, nastrój turystyczny jakoś na starcie wyblakł. Zaraz przy bramie wejściowej resztki po kilkuset wystrzelonych kapiszonach nie robiły dobrego wrażenia, a głowę zaprzątało pytanie: po co tor wyścigowy dla psów skoro hazard jest ściśle zabroniony?
Po dzikich wyspach przeznaczonych dla niedźwiedzi, kuguarów, lwów czy białych tygrysów przewieziono nas autobusem, za każdym razem przekraczając bramę niczym z Parku Jurajskiego. Śnięte zwierzęta zupełnie nie zwracają uwagi na gapiów przylepionych do szyb autobusu, gdzie 30% stanowią dzieci, które (wg. regulaminu) nie powinny znaleźć się w tym miejscu… i tu dopiero zaczyna się prawdziwe zoo.
Uderzanie w szyby, klaskanie, krzyczenie, rzucanie pożywienia to chyba jedyny sposób w jaki przeciętny Chińczyk potrafi docenić egzotykę tego świata. I nie chodzi mi o dzieci, gdzie tak na prawdę wszystko się zaczyna, ale o wzorzec, który pochodzi od tych starszych i najstarszych.
Tolerancja wobec świata zwierzęcego jest tutaj bardzo odmienna, wręcz skrzywiona o czym można przekonać się bez wyprawy do ogrodów zoologicznych. Ulica potrafi dostarczyć wystarczająco dużo wrażeń (tu postanowiłem nie opisywać własnych doświadczeń).
Nie zrozum mnie źle, nie zacząłem nagle potępiać całego narodu, ale w tym akurat przypadku każdemu zwierzakowi, który trafi w ręce Chińczyka z całego serca życzę aby czym prędzej został zjedzony. Cyt: „…za kratami są ludzie nie zwierzęta i to ludzie czasami te kraty przekraczają…”
Gdzie spojrzę dookoła dżungla…
Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.


Komentarze: 5 do “Rezerwat dzikich stworzeń”
Zostaw komentarz