Siedem skarbów Qibao

shablog.pl-qibao

Jak przystało na porę wczesnozimową życie trochę zwolniło tempa, a co za tym idzie ciężej w weekend wstać. Do zeszłego roku wszystko można było zrzucić na mróź i złą pogodę za oknem, cóż jednak począć kiedy na zewnątrz wciąż 22 stopnie i optymalne warunki na krótką wycieczkę. Pozostaje ogarnąć niezbędny majdan i w drogę! Tu śpieszę z wyjaśnieniem, iż z racji szerokiego zastosowania słowa „majdan”, mam na myśli „bagaż”… nie Radka czy „rachunek”, który w tłumaczeniu mandaryńskim oznacza właśnie… majdan.

W krótkim i chaotycznym poszukiwaniu atrakcji padło na miejscowość Qibao (Cibao) leżącą 18km od centrum Szanghaju, w dzielnicy Minhang i mniej więcej w połowie drogi do Sheshan. Mimo spontanicznego wyboru, tkwi za tym głębsza misja poznania licznych wodnych miast, charakterystycznych dla tego regionu: Zhujiajiao, Suzhou, Qibao, Wuzhen…itd.

Qibao powstało w okresie Dynastii Song (960-1126). Tłumacząc dosłownie nazwę tego miejsca oznacza ona „siedem skarbów”, a jedna z lokalnych legend głosi, iż nazwa ta wzięła się od prawdziwych 7 skarbów:

  • posążku żelaznego buddy
  • sutry złotego lotosu
  • dzwonu z brązu
  • 1000 letniego drzewa catalpa
  • nefrytowego toporu
  • złotego kogucika i pary jadeitowych pałeczek

Niestety istnienie tylko czterech pierwszych przedmiotów zostało potwierdzone. Historia krótka i bez wielkiego finału, jednak to wszystko czego w skrócie można się o pochodzeniu nazwy dowiedzieć.

Dziś Qibao to mieszanka tradycji i współczesnej komercji. Niemal każdy budynek w starej części miasta został zaadaptowany na restaurację czy kiosk z turystycznymi gadżetami. Mimo straganowego klimatu, który towarzyszy tego typu miejscom, urzekła nas odmienność oferowanego produktu i wręcz wciągnęła w poszukiwanie „bezcennych” łupów. To co musisz stargować w centrum, tutaj kupujesz od ręki z uśmiechem na twarzy. Do tego sklep z zapałkami o niespodziewanych, niekiedy niefotunnych wzorach domykał wyjątkowość oferty.

Jednak Qibao to przede wszystkim uczta ulicznego smaku. Ciasna alejka wypełniona głównie chińską klientelą, samym klimatem zachęca do próbowania lokalnych potraw. Odchodząc od jednego stoiska, przy drugim czeka kolejne wyzwanie. Tu po raz pierwszy zakosztowałem miniaturowych ptaszków na patyku i choć do smakowania drobiu włącznie z głową już nie wrócę, głównie z powodu małych kosteczek, które odbierają zabawę konsumpcji, miejsce było na tyle energetyczne, iż przełamałbym tam nie jedną kulinarną zasadę ;)

Na koniec cytując Johnny Bravo: „Czas szybko leci kiedy jest fajnie”… uznaję tą niebywale krótką wycieczkę za niebywale udaną. Pewnie tam jeszcze wrócimy… bo blisko… bo kupiliśmy za mało bambusowych kufli do piwa :)

Napisane przez:

komentarzy 7 do “Siedem skarbów Qibao”

  1. Listopad 9, 2009 o godz. 8:12 pm, Jarr pisze:

    Pamiątki i żarcie, to glowne powody turystycznych wypadów. Im więcej dziwnych ludzików na kredensie, tym większy lans ;)

  2. Listopad 9, 2009 o godz. 9:11 pm, Kriss pisze:

    No jasne! Etap świątyń mamy już za sobą. Teraz renesans kulinarny i coś czuje, że gdyby nie zima weszli byśmy w naturę.

  3. Listopad 10, 2009 o godz. 4:39 am, jungle hessus pisze:

    Co jest na zdjęciu 1069 – naleśnik w fazie pierwszej?
    Czy były zapałki jungle albo Lechia Gdańsk?
    Co do jedzenia ptaszków to Wielki zasada jest prosta: najpierw odgryzamy właśnie głowę: NoDuckCREW, yeah!

  4. Listopad 10, 2009 o godz. 12:05 pm, Kriss pisze:

    Słodki,cienki, kruchy naleśnik… nic specjalnego.
    Niestety nie było zapałek jungle i Lechia, ale były maski z wzorkami.
    Z głową zastosowałem zasadę NoDuckCrew, pomogło!

  5. Listopad 11, 2009 o godz. 2:30 am, B. pisze:

    1063- rozumiem, że te półeczki miały jakiś nowoczesny, zintegrowany z czymśtam eliminator kurzu;)
    W te kupowanie od reki nie uwierze, no chyba, ze to nie Asia jest na fotkach;)

  6. Listopad 11, 2009 o godz. 1:32 pm, Kriss pisze:

    Jakiś niedowiarek się zrobiłeś :) Od ręki, od ręki.
    1063- raczej zintegrowany z kimś-tam eliminator :)

  7. Luty 10, 2010 o godz. 12:35 am, Ostatnie wodne miasto | Shanghai Weekly pisze:

    […] raz o wodnym mieście pisałem w listopadzie i śpieszę z informacją, iż kolejna “Wenecja” zaliczona! Wycieczkę odbyliśmy już […]

Zostaw komentarz