Ostatnie wodne miasto

Ostatni raz o wodnym mieście pisałem w listopadzie i śpieszę z informacją, iż kolejna „Wenecja” zaliczona! Wycieczkę odbyliśmy już jakiś czas temu, ale poruszając ten temat wracam do korzeni, czyli do podróży po stałym (chińskim) lądzie.

Zhujiajiao, o którym mowa zamyka na jakiś czas szlak podmokłych terenów i już zacieram rączki na podbój bardziej górzystszych terenów jak tylko szara powłoka nieba zacznie podgrzewać glebę.

Tą trasę pokonaliśmy w niekonwencjonalny sposób wykorzystując prywatnego kierowcę naszych znajomych. Jako, że do Zhujiajiao koleją dostać się bezpośrednio nie można, James (the driver) dostarczył nas tam swoją biznes-klas maszyną pod same wrota starego miasta. Z początku plan dotyczył innej mieściny –  Tongli, jednak James (the driver) przekonał nas do wspomnianego Zhujiajiao i nie zawiódł… choć Tongli zapowiada się nie mniej ciekawie :)

Zabytkowa część miasta przygotowana jest specjalnie pod turystę – parking, bramka, bilet – jednak nad wyraz sprawnie wtapia się w okolicę przez co omyłkowo wylądowaliśmy poza szlakiem z ulotki. Sytuacja o tyle warta uwagi, iż kilkanaście metrów od wytyczonej trasy (zwiedzeni pagodą na horyzoncie) nadrobiliśmy drogi, zwracając uwagę lokalesów. Przyjazne spojrzenia, uśmiechy i hasła „hello, hello” w takich miejscach odbieram jako „Marco Polo, chyba się zgubiłeś”.

Wycieczka jak najbardziej udana, Zhujiajiao jest warte wyprawy nawet jeśli James (the driver) nie kręci się po okolicy. Jedno jest pewne, mimo wspólnego mianownika dla wodnych miast jakim są kanały ciężko je sklasyfikować – każde jest na tyle charakterystyczne, że trudno skonstruować solidne podium. A może nie warto, może trzeba zobaczyć wszystkie?

Na koniec pragnę sprostować wątpliwości na temat Avatara, które pojawiają się coraz częściej. Otóż nie został zakazany w Chinach a wręcz przeciwnie cieszy się obrzydliwą popularnością. Bilety do iMax’a wyprzedane są na miesiąc wprzód i straciłem już nadzieję, iż się jeszcze załapiemy. Oczywiście można pójść na normalny seans bądź kupić od „pośrednika” nawet za 300,600,800 RMB !!! Dla mniej wymagających jest też na „DVD”.

Oczywiście mówię tylko o Szanghaju, nie wiem jak to wygląda w innych miastach. Chodzą również pogłoski o ingerencji rządowej aby powoli Avatara z ekranów zdejmować na rzecz wchodzącej chińskiej superprodukcji Konfucjusz, jednak nic mi nie wiadomo o jakichkolwiek zakazach.

Napisane przez:

komentarze 4 do “Ostatnie wodne miasto”

  1. Luty 10, 2010 o godz. 4:41 pm, Jarr pisze:

    Dobre ujęcie pagody z mistrzami drugiego planu ;)
    Teraz żałuję, że nie zrobiliśmy sobie fotki z Panami od „Marco Polo”.

  2. Luty 10, 2010 o godz. 11:55 pm, Kriss pisze:

    Nie wiem czy panowie byliby chętni na rodzinną fotkę ;-)

  3. Luty 12, 2010 o godz. 3:11 am, B. pisze:

    Jarr: Faktycznie, na zdjeciu z pagoda od razu rzucacie sie w oczy;)
    Kriss: Jesli Avatar nie jest zakazany, a wrecz przeciwnie robi furore, to moze takze nie usunieto z niego sceny seksu pomiedzy glownymi bohaterami? Chodza ploty, ze taki zabieg przeprowadzono, zeby obnizyc ograniczenie wiekowe, czyli, zeby wiecej kasiory zarobic:)

  4. Luty 12, 2010 o godz. 9:46 am, Kriss pisze:

    Scena seksu to inna bajka i nawet jak by jej oryginalnie nie wycieli to tutaj by jej nie było. Mogę Cię za to uspokoić, na (oryginalnej) wersji DVD będziesz mógł popatrzeć na wdzięki 3D smerfetki ;)

Zostaw komentarz