Chińskie weselicho, panie!

Podobno każdy expat po pewnym czasie trafia przynajmniej na jedno chińskie wesele. Ci, którzy odpękali swoje na zsyłce mówią, że byli, widzieli i polecają bo to zupełnie coś innego. Nie pozostało nic innego tylko wyprasować koszulę i poćwiczyć przysiady gdyby trzeba było odstawić kaczuchy na parkiecie.

Kiedy data została potwierdzona (czwartek, 18:00) pierwsze co na myśl przyszło to stan samopoczucia następnego dnia w pracy. Już widziałem te toasty, jeden za drugim zalewane do dna chińskim winem pod hasłem „gambei”. I tu rzekłbym trafia się pierwsze (bądź ostatnie) rozczarowanie… ale po kolei.

Kiedy ceremonia się zaczęła, a zaczęła się od krótkiego popisu na fortepianie w wykonaniu Pana Młodego, ja wraz z ochroną już zamkniętego Bank of China spijaliśmy spokojnie ciepłą wodę w oczekiwaniu na kartę połkniętą przez bankomat. Na szczęście flamenco w interpretacji Panny Młodej ujrzeliśmy w ostatniej chwili wpadając na wielką salę balową wypełnioną okrągłymi stołami i wybiegiem jak na pokazie mody. Tu koniecznie zaznaczam, iż pierwsza suknia była koloru czerwonego bo jak się później zorientowałem tylko o ciuch w tej całej imprezie chodziło.

Para młoda znikała na przebierankę 3 razy, czyli właściwie nie uczestniczyli w imprezie. Każdej zmianie stroju towarzyszył krótki pokaz, prezentacja na wybiegu, przemówienie rodziców, balony czy zalewanie szyby niebieskim płynem. Sama ceremonia przekazania obrączek to minutowa scena „solo” (bez księdza, mnicha, pastora czy przyjaciela z licencją do udzielania sakramentów) na tle baniek mydlanych. W tym czasie cała reszta dobrze bawiła się przy stołach pijąc, jedząc i wysyłając smsy z pozdrowieniami, które były wyświetlane na rzutnikach po dwóch stronach sali.

Nasz stolik nie „spożywał”, więc kelner miał ułatwione zadanie, stał przy nas. O jedzeniu nie wiele mogę napisać, gdyż takie okazje zazwyczaj niosą ze sobą przekrój kuchni chińskiej z naciskiem na niezbyt pikantne, szanghajskie potrawy, trochę owoców morza i dodatki.
Ciekawostką był natomiast przydział papierosów na każdy stolik. Dwie paczki „Podwójnego Szczęścia” od razu powędrowały w moim kierunku jako prezent, pamiątka, nie wiem… spróbować trzeba.

Kiedy człowiek się naje, napije i napatrzy na taniec brzucha w tle, ma poczucie, że impreza rozkręca się w dobrym kierunku… i właśnie wtedy, o 21:47 wesele się skończyło. Po wspólnym toaście z parą młodą, goście po prostu się rozeszli, przy okazji zabierając kwiecistą dekorację ze sobą.

Podsumowując zdarzenie (bo inaczej tego nazwać nie potrafię): dwustu gości, gdzie pan młody, jego teść i ja byliśmy najlepiej ubrani, deklasyfikując tych w t-shirtach, przyszło i sycie się najadło. Bitki nie było, tort się nie przewrócił, a o kaczuchach mogłem zapomnieć.

Można tłumaczyć inna kulturą, pochodzeniem, tradycją, ale twierdze, że nikt najzwyczajniej nie dopilnował by zimna wódka na stołach stała ;-)

Napisane przez:

komentarzy 7 do “Chińskie weselicho, panie!”

  1. Czerwiec 3, 2010 o godz. 9:45 pm, YLK pisze:

    Kolejny swietny wpis. Weselisko wg typowego schematu. Nie zapomnij jednak, ze po tej imprezie najprawdopodobniej para mloda udala sie do wynajetego w jakims niezlym hotelu pokoju, gdzie wraz z rowiesnikami oddawala sie sprosnym zabawom…

    Na mnie najwieksze wrazenie wywarl tutaj pogrzeb. Ale o tym przy innej okazji.

  2. Czerwiec 3, 2010 o godz. 10:21 pm, Kriss pisze:

    Sprośne zabawy z rówieśnikami??? To na złą część imprezy trafiliśmy…

    Faktycznie pogrzeb może zapaść w pamięć. Miałem okazję przypadkowo pewną część obrządku na ulicy doświadczyć z paleniem pamiątek na chodniku, w obecności bliskiej osoby trzymającej spore zdjęcie nieboszczyka na piersi. Obraz mam cały czas przed oczami.

  3. Czerwiec 4, 2010 o godz. 2:34 am, B. pisze:

    Naprawdę nikt nie „spożywał” na weselu, czy tylko wasz stolik? Bardziej mi to przypomina oficjalną część spotkania firmowego, czy jakiejś konferencji. Jednak szklane, niebieskie „love” powala ;)
    Co do Podwójnego Szczęścia, wydawało Ci się, że to jakaś lipa(Śluby,hazard i skradzione dusze), a tu proszę, zostałeś obdarowany poczwórnym :)
    No, ale nic dziwnego z taką aparycją,he,he…(2112) ;)

  4. Czerwiec 4, 2010 o godz. 7:39 pm, Kriss pisze:

    Większość stolików nie spożywało, widziałem może 2-3 pod urokliwym wpływem Tsingtao. Ja bym to określił bankietem.
    2112 – Mark ocenił jako american psycho ;-) Żona mi sesję zrobiła.

  5. Czerwiec 7, 2010 o godz. 3:20 pm, Jarr pisze:

    Przyłączam się do B. wyglądałeś lepiej niż Pan młody, a do tego wąsy i broda, teraz musisz dopiero żałować, że nie byłeś na drugiej części imprezy.

  6. Czerwiec 16, 2010 o godz. 10:51 pm, em pisze:

    Wesele ‚plastikowe’co podkreśla jeszcze blue-love(ciekawostka)! Atmosferę robi tu wybieg i rozmach draperi-dekoracji.Ale b.fajnie,że to pokazałeś, gdzie tam nasze obyczaje zimna przecierka ziemniaczana i sztachetka u płotka(i znów przysłowie co Kraj to Obyczaj) Foto 2112 to z L.V.?

  7. Czerwiec 17, 2010 o godz. 6:29 pm, Kriss pisze:

    L.V.??? nie, nie, nie :)

Zostaw komentarz