Delta Mekong

„Rozmawiając z Tobą o polityce narażam się na celę w więzieniu, ale chcę żebyś wiedział, że jestem przeciwny poczynaniom rządu” – powiedział, chociaż ja nie pytałem. Aż tak źle zapewne by nie było, ale kto wie… jeszcze nie tak dawno busy turystyczne były na podsłuchu.

Był młody, dumny z rozwoju swojego kraju i sporo wiedział o wzroście ekonomicznym południowo wschodniej Azji. Z każdym zadanym pytaniem o Polskę musiał nakreślać sobie wizję nie wiele różniącą się od Wietnamu.
– Macie szybkie pociągi? – Nie – odparłem
– Macie metro? – Cóż, mówią, że mamy. Ale to tak jakby powiedzieć, że trójmiejska SKM’ka to też metro.
– Macie dobre drogi? – Tu zmieniłem temat…

Poza wizytą w Sajgonie zaplanowaliśmy wycieczkę w rejony Delty Mekong, niecałe 80km od centrum miasta. SaigonTours, biuro turystyczne powołane z ramienia rządowego, zafundowało nam nie lada trip w cenie niższej od reszty komercyjnych biur o kilkanaście dolarów od głowy. Niespodzianką był fakt, iż Chuck i ja stanowiliśmy całą grupę zwiedzającą; bus tylko dla nas, łódź tylko dla nas, lokalna restauracja tylko dla nas… a do tego dwóch przewodników na wyłączność. Z ust lokalnej przewodniczki Lao padały porównania do podróży poślubnej… i niech jej będzie, kameralny klimat dostarczył dodatkowych wrażeń.

Wyjeżdżając poza Sajgon mijasz okręgi coraz to biedniejszych dzielnic aż wreszcie natura przejmuję kontrolę. Pola ryżowe z rolnikami w stożkowatych kapeluszach po kolana w wodzie, roślinność nieuregulowana studzienkami czy korytami wodnymi a przed nami krajowa jedynka łącząca Ho Chi Minh City z Hanoi, niczym nie przypominająca autostrady.

Wietnam dopiero powstaje z kolan, ale Sajgończyka już przepełnia duma. Młody Phil (bo prawdziwego imienia spamiętać i wymówić nie potrafiłem) wskazywał na słupy wysokiego napięcia i mosty budowane we współpracy z rządami Japońskim bądź Australijskim jak na cuda techniki. „Mamy już prawie 95% populację z dostępem do prądu” – mówił. Ten sam Phil wygłosił później monolog o bezcelowości budowy trakcji kolejowej pod japoński Shinkansen, zwany inaczej „pociąg pocisk”, który na ten moment może na nowo pogrążyć kraj w długach. Decyzja rządu miała paść na dniach, a Phil się niepokoił bo nie było mu to obojętne. Stąd tak wyraźna późniejsza manifestacja własnych poglądów.

Zanim jednak pochłonęła nas ta rozmowa, Lao i Phil pokazali nam sporo i to w sposób nie wiele przypominający zorganizowaną wycieczkę, bardziej wypad znajomych za miasto. Czasem my pytaliśmy, czasem oni. Opisywać tej przygody nie mam zamiaru bo zdjęcia mówią same za siebie, a do wszystkiego dorzucam strzępki video z życia wzięte.

Napisane przez:

komentarzy 11 do “Delta Mekong”

  1. Czerwiec 22, 2010 o godz. 7:05 pm, sis pisze:

    film rewelacja,pomaga odczuć tamtejszy klimat bardziej niż zdjęcia :)… a żona uczyła się smażyć naleśniki ? ;)))

  2. Czerwiec 22, 2010 o godz. 8:00 pm, Jarr pisze:

    Trochę sobie zwiedziliście Wietnam z innej perspektywy. Czy Wy już wiecie, że niedługo pociąg z GD do WAW będzie jechał z prędkością 180 km/h?

  3. Czerwiec 22, 2010 o godz. 10:37 pm, Kriss pisze:

    @Sis: placki ryżowe, smaczne. Żona zrobiła zakalca ;)
    @Jarr: „Czy Wy wiecie…” – nie, ale kiedyś to już słyszałem.

  4. Czerwiec 23, 2010 o godz. 10:40 am, Chuck vel lovely wife:) pisze:

    Żona zakalca zrobić nie mogła, bo nie żona ciasto przygotowywała:)

  5. Czerwiec 23, 2010 o godz. 9:53 pm, em pisze:

    Delta Mekong-pięknie prowdzisz!zaskakujesz miejscami przez które z Wami wędróję,to Wyprawa dla Prawdziwych Podróżników masowi turyści odpuszczają i OK!perspektywy nie zasłaniają.Foto.b.ciekawe,podobno w Delcie moskity są utrapieniem?

  6. Czerwiec 23, 2010 o godz. 11:54 pm, YLK pisze:

    Zdjec wszystkich jeszcze nie przejrzalem, ale film swietny. Swoja droga nie wiedzialem, ze Vimeo jest znow dostepne… Ilosc jednosladow mnie przeraza, bo ich kierowcy wygladaja na takich samych nieokielznanych wariatow, jak ci w Szanghaju. Bardzo podoba mi sie splyw rzeka i scena, gdy mijacie kobiete wioslujaca na stojaco. Patrze na to wszystko z perspektywy „Czasu Apokalipsy” i „Plutonu”, wiec wyobraznia podkolorowuje jeszcze calosc, ale w sumie w hajnanskim interiorze tez sa podobne widoki. Po dzungli buszowaliscie?

  7. Czerwiec 24, 2010 o godz. 6:44 pm, Kriss pisze:

    @em: Moskity zapewne są utrapieniem chociaż my tego nie odczuliśmy. Południowy Wietnam to tropikalny klimat i ryzyko złapania malarii podobno dość wysoki, ale jeśli jest się zapobiegliwym…

  8. Czerwiec 24, 2010 o godz. 6:45 pm, Kriss pisze:

    @YLK: Z Vimeo cieszę się jak dziecko, koniec walki z VPN’em. Po dżungli nie buszowaliśmy, zbyt krótki wyjazd, z kilku miejsc musieliśmy zrezygnować. Tak se właśnie myślałem, że Hainan musi mieć coś więcej niż tylko plaże na Sanya ;)

  9. Czerwiec 25, 2010 o godz. 8:47 pm, ewa pisze:

    Więcej filmów!!!!, mistrzostwo świata! O wiele większe wrażenia niż fotki, aczkolwiek świetne.

  10. Czerwiec 27, 2010 o godz. 4:10 am, B. pisze:

    A nie rzuciłeś przypadkiem do Phila: „niezły tu macie sajgon” ? Niby nic wielkiego, a gościu mógłby się obrazić ;)
    Po lekturze wpisu nasuwa mi się tekst króla z wiadomej sztuki:”bardzo szkoda, bardzo szkoda, lubię słuchać o przygodach” :)
    Co do filmu, fajny zestaw ujęć. Dla mnie najlepsze: wietnamskie biordowstrząsy i poszarpane naleśniki Chuck’a ;)

  11. Lipiec 2, 2010 o godz. 6:36 pm, josp pisze:

    I like :)

Zostaw komentarz