Ulice Hong Kongu

Cytując przewodnik NG: „Dzielnica rozrywki, niegdyś uczęszczana przez żołnierzy. Na początku lat 80 podupadła, a popularność odzyskała w następnej dekadzie, wraz z postawieniem modnych restauracji, kawiarni, barów i klubów nocnych. Dawne obskurne lokale zachowały się jednak także, szczególnie bary, w których urzędują urocze hostessy – dziewczęta do towarzystwa”… i tu, zupełnie nieświadomie zatrzymaliśmy się na weekend. Nie, zdjęć nie będzie, bo kto chciałby wyglądać jak zagubiony turysta z wielkim aparatem na ulicy rozrywki ;)

Tym razem skupiliśmy się na samej wyspie Hong Kong, odwiedzając drugą stronę zatoki, Kowloon właściwie tylko w jednym celu…: zakupy. Wśród Chińczyków z lądu, wypady do Hong Kongu popularne są głównie z tego powodu. Ciuchy, torebki, kosmetyki, elektronika i wszystko co miasto oferuje w lepszej jakości. Zaczynając od tłumów na ulicznych straganach po ciągnące się kolejki przed witrynami salonów Louis Vuitton, Gucci, Hermes itp.

Spacer po ulicach Hong Kongu w moim przekonaniu można uznać za jedną ciekawszych atrakcji miasta. 30-50cio piętrowe apartamentowce powbijane jak szpilki w krawiecką poduszkę, ciasne uliczki, kręte wiadukty, skarpy i pagórki to nie lada wyczyn dla architekta. Miejsca braknie, inwestycji przybywa i tym trudniej o kolejny kawałek ziemi przy linii brzegowej, która i tak nienaturalnie została poszerzona o blisko 150m.

Okolica Central i Wan Chai oferuje sporo. Od oazy spokoju czyli publicznego parku zoologicznego, tuż przy restauracji Caritas ;), po  centrum rozrywki takie jak Soho, (obowiązkowe) Lan Kwai Fong czy wcześniej wspomniana Lockhart Road aż po punkt widokowy „The Peak”. Jak dobrze rozplanujesz, a dzień będziesz kończył o 4 nad ranem… idzie wszystko zaliczyć.

Do Hong Kongu z powodzeniem mogę wracać, to miejsce jest na tyle odmienne od standardowej metropolii, że trudno się nim znudzić. Nie przeszkodziła pół surowa macka kałamarnicy, woda na plaży nie tak turkusowa jak za pierwszym razem czy zestaw azjatyckiej pornografii na świeżo kupionym sprzęcie. Mów co chcesz ja pod Hong Kongiem wciskam „Lubie to!”

Wan Chai

Napisane przez:

komentarzy 5 do “Ulice Hong Kongu”

  1. Lipiec 19, 2010 o godz. 3:15 pm, Jarr pisze:

    Czy w HK nie ma skuterów?

  2. Lipiec 19, 2010 o godz. 3:37 pm, Kriss pisze:

    Dobre pytanie… chyba nie, przynajmniej w centrum nie widziałem. Może za ciasno, ale widziałem za to kilka pysznych motocykli.

  3. Lipiec 19, 2010 o godz. 11:14 pm, YLK pisze:

    Ze tez Wam sie chcialo w te upaly to miasta jechac… Nie lepiej do Wietnamu albo jakiejs innej Tajlandii?

    Pozdrowienia z (chinskich) tropikow!

    PS.Byliscie moze w Disneylandzie? Jesli tak – to czy kolejki duze?

  4. Lipiec 20, 2010 o godz. 1:49 pm, Kriss pisze:

    Gdzież tam… Disneylandu nie zdołalibyśmy przy weekendowym pobycie. Zresztą podsłuchałem, iż Ocean Park jest ciekawszy.
    Do Tajlandii na 2dni trochę daleko… tak po prostu wyszło.
    PS. Chińskie tropiki? … Hainan?

  5. Lipiec 21, 2010 o godz. 2:42 pm, YLK pisze:

    W Ocean Parku bylismy wiele lat temu, bardzo ciekawie i relatywnie niedrogo; natomiast nieletnie pachole chcialoby na wlasne oczeta ksiezniczki i myszki zobaczyc, wiec myslimy o Disneylandzie, tylko ponoc tam kolejki jak na Expo…:(
    PS.Zgadza sie, letnia jazda obowiazkowa czyli wakacje na Hainanie.

Zostaw komentarz