Luoyang i Groty Smoczych Wrót

Niewiele osób wie, a przynajmniej ja nie wiedziałem, że zanim Pekin stał się stolicą, było nią miasto Luoyang i to aż dziewięciokrotnie. Nie musisz czuć się „w tyle” jeśli tego nie wiedziałeś, gdyż mimo wpajanej szerokiej historyczno-geograficznej wiedzy szkolnej (przynajmniej za moich czasów), takich treści nigdy nie było. Wystarczy natomiast Chińczyka o Kraków zapytać, a niepokój, niepewność, zażenowanie czy jak się tam w takich momentach niewiedzy czujesz szybko znika.

Trasa do Luoyang i Shaolin miała być drogą przez mękę: 18godzin w pociągu, miejskie autobusy i wszystko co nadałoby głębszego, męczeńskiego znaczenia tej wyprawie. Czemu? Cóż, fakira nikt nie pyta czemu siedzi na gwoździach!
Plan nie wypalił, czasu zabrakło i skończyło się zwyczajnym lotem. No może nie do końca zwyczajnym bo myląc terminale na lotnisku Hongqiao, myląc zjazd na autostradę, ledwo zdążyłem na pokład samolotu, a karą za spóźnienie był upgrade do pierwszej klasy :)
Po wylądowaniu moi dobrodzieje przywitali mnie jak członka rodziny i obwieźli po okolicach furmanką o „podwyższonej klasie wygody i bezpieczeństwa”. W takich warunkach trudno mówić o męczeństwie dlatego odbieram wszelkie udogodnienia jako zadośćuczynienie po „małym” rozczarowaniu w klasztorze Shaolin.

To był ten wyjazd, którego do tej pory jeszcze w nie doświadczyłem. Obcowanie z Chińską rodziną z szeroką wiedzą o kulturze i historii miasta; kosztowanie lokalnego jedzenia, od tego, które mi przez gardło nie przechodziło po najlepsze delikatesy na stole; próby „czy polak potrafi” zakrapiane 52% winem; męskie karaoke pod hasłem „nie krępuj się, tu są sami mężczyźni”… aż wreszcie zupełnie niezaplanowana (bo zaślepiona wizją mnicha w półobrocie) wizyta w Grotach Longmen.

Groty Smoczych Wrót zaczęto rzeźbić około pięćsetnego roku i do siódmego wieku pracowało nad nimi aż ośmiuset artystów. Na odcinku jednego kilometra wykuto (w oficjalnej liczbie) 97306 posągów i płaskorzeźb. Na dzień dzisiejszy znaczna część została zniszczona podczas wielkiej rewolucji kulturalnej bądź „odłupana” i sprzedana na czarnym rynku. Od 2000 roku groty zostały wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Mimo deszczowej pogody, nie sprzyjającej spacerom, woda spływająca po wapieniach jeszcze bardziej nadała charakter każdej postaci, a wykonując krok w tył i przychylając głowę lekko w lewo w geście skupienia, można poczuć silny szacunek do wysiłku włożonego przez dziesiątki lat. Zaś zniszczenia jakich dokonała rewolucja najzwyczajniej przyprawiają o dreszcze… głupota ludzka nie zna granic. Gdyby nie usilne starania ówczesnych władz lokalnych i pomocy wojska, Groty Longmen mogłyby nie przetrwać próby maoizmu.

O samym mieście Luoyang nie wiele rzec mogę poza tym, iż jest to centrum badań i najprawdopodobniej linia produkcyjna dla wojska. W okrutnych czasach napięć w Północnej i Południowej Korei, Chiny dozbrajają prawą flankę od wybrzeża i okopują się imponując siłą militarną. Przejazd kolumny transporterów z rakietami przez centrum miasta chyba na mieszkańcach wrażenia nie robi, na mnie tak, ale foto-kąsek przeszedł koło nosa.



Napisane przez:

komentarze 4 do “Luoyang i Groty Smoczych Wrót”

  1. Sierpień 6, 2010 o godz. 6:34 pm, Jarr pisze:

    Coś tam już słyszałem o Twojej wycieczce pomiędzy lotniskami ;))
    Rewolucja kulturalna siała swoje spustoszenie, wiem nawet gdzie szukać tych skarbów.

  2. Sierpień 6, 2010 o godz. 7:46 pm, jungle jesuss pisze:

    Oooo kurdżę. Super mega giga no i akcept noduckcrew również łechta duszę mą.

  3. Sierpień 6, 2010 o godz. 11:16 pm, Jarr pisze:

    Tak się właśnie zastanawiałem, co to za koszulka. Sprawa wyjaśniona ;)

  4. Sierpień 10, 2010 o godz. 12:43 pm, kriss pisze:

    @Jarr: to gdzie można szukać tych skarbów… na allegro ? ;)
    @jungle jesuss: szara by mi się jeszcze przydała ;)

Zostaw komentarz