Powrót na miejsce zbrodni

Chiński rząd zawiesił wszystkie kontakty rządowe na wysokim szczeblu z Japonią, a wszystko przez stłuczkę morską między kutrem i łodzią patrolową. Komentatorzy twierdzą, że takiego impasu w stosunkach obydwu krajów nie było od lat, a jednostka narzeka:

– Rząd nie robi nic innego tylko potępia działania,
– Moja niechęć do Japonii narasta,
– Zapytaj się „tu wstaw imię” co ona o tym myśli… ona pochodzi z Nanjing.

Nanjing w moich oczach stał się symbolem niezagojonej rany oraz epicentrum toczenia piany nienawiści. Dlatego tym szlakiem ruszyliśmy odświeżyć zeszłoroczną wizytę w byłej północnej stolicy Chin. Temat Chińsko-Japoński nie stanowił rdzenia wyprawy, za to miejsce masakry 300 tysięcy ofiar wojny musiało nasycić ciekawość jaką wzbudziły relacje azjatyckich sąsiadów.

Kolej na tej trasie znacznie przyspieszyła. Niecałe 300km w godzinę i dziesięć minut za połowę ceny biletu w Polsce. Na pierwszy rzut mauzoleum Dr. Sun Yat-Sena, uznawanego za twórcę nowoczesnych i demokratycznych Chin. Potem uliczka 1912, która architekturą ma przypominać Szanghajskie Xintiandi, a w rzeczywistości jest w 90% kompletnie odbudowanym kompleksem domków na wzór szikumenów.

Tu spotkała nas niespodzianka kiedy w jednej z restauracji, pan manager własnoręcznie wymalował na wachlarzach znaki powszechnie uznane jako „sprzyjające zdrowiu i urodzie” i wręczył nam jako gościom szczególnym :) Uznał bym to za tanią sztuczkę gdyby nie obecność innych długonosych w lokalu. Cóż, krzesła w knajpie miały wizerunek Beckhama, Jodie Foster i Jeremiego Ironsa, zestaw który chwieje moją logiką, więc i zachowanie szefa sali można potraktować „losowo”.

O dziwo w mieście z sześcio-milionową populacją, funkcjonującym niegdyś jako stolica nie widać zbyt wielu obcokrajowców. Funkcjonują tutaj głównie jako nauczyciele angielskiego bądź studenci. Co miało swoje potwierdzenie kiedy otrzymałem ofertę pracy nauczyciela pierwszego dnia spacerując pomiędzy wspomnianą 1912 i Pałacem Prezydenckim.

Następnego dnia dotarliśmy do miejsca masakry nankińskiej, która była przedostatnim przystankiem na szlaku zanim w pośpiechu zdecydowaliśmy się na spacer po grobowcach Mingów. Obiekt inny niż wszystkie, a i nastrój zwiedzających kompletnie nieporównywalny do miejsc określanych mianem dziedzictwa narodowego. Skupienie, umiarkowana cisza, zdjęcia wykonywane niekoniecznie tam gdzie ja bym je wykonał i na odwrót. Jako polak, który niejedną czaszkę widział podczas szkolnych wycieczek, samo miejsce nie poraziło. Z większym zaciekawieniem przyglądałem się dzieciakom obserwującym szkielety i tabliczkom ulokowanym po całym terenie.

Miejsce masakry nankińskiej z pewnością jest wyjątkowe chociażby ze względu na zachowanie odwiedzających. Jeśli przypadkiem trafisz do Nanjing, zajrzyj i tu, inaczej ominie Cię istotny rozdział Chińskiej historii, najwyraźniej w oczach wielu jeszcze nie zamknięty.

Ps. Mimo przerwy w nadawaniu, nadchodzi kolejny „cichy moment”. Czas wypocząć. Do następnego po 10tym października.

Napisane przez:

komentarze 2 do “Powrót na miejsce zbrodni”

  1. Wrzesień 21, 2010 o godz. 7:08 pm, Jarr pisze:

    Prawie się już odzwyczaiłem od wchodzenia na Shablog, dzięki za przypomnienie ;)

    O Nanging trochę czytałem i po rozmiarze masakry spodziewałbym się wiecej nienawiści w stosunku do Japonii (chociaż może oszczedziłeś nam tych widoków).

  2. Wrzesień 22, 2010 o godz. 10:27 am, Kriss pisze:

    Jaka ta nienawiść jest to trudno zmierzyć. Spotykam się z ostrymi komentarzami na codzień, ale w Nanjing nic szczególnego pod tym kątem się nie wydarzyło.

Zostaw komentarz