Rzeźnia numer… 1933

Wyobraź sobie bydło pędzone przez betonowe tunele, kręte schody, kładki i rzeźników biegających z tasakami, a przede wszystkim szalonego architekta z przedwojennym wykształceniem, który zaserwował zwierzakom takie miejsce ostatniego spoczynku…

O budynku 1933 napomknąłem raz przy okazji spotkania branżowego. Od tamtej wizyty minęło sporo czasu i dopiero teraz przy okazji jednej ze słonecznych niedziel postanowiliśmy po obcować z surowym betonem, na którym swego czasu zapewne nie jedna kropla krwi spoczęła.

1933 to niegdysiejsza rzeźnia i przetwórnia. 75-cio letnia surowa i niszczejąca konstrukcja przetrwała wiele po to aby odrodzić się jako kreatywne centrum, skupisko luksusowych marek i miejsce ciekawych wydarzeń. Remont pochłonął blisko 100mln RMB jednak po kilku latach „nowego” funkcjonowania, nadal zmaga się wynajmem dostępnej przestrzeni.

Zlokalizowana w zabytkowej dzielnicy Hongkou atrakcja z sezonu na sezon zmienia właścicieli poszczególnych lokali, którym najwyraźniej prestiż i oryginalność nie napędza wystarczającej klienteli.

Sam budynek powala i dlatego poświęcam mu ten wpis. Szklana podłoga ostatniego piętra z pozoru nie straszna, przyprawia o zaburzenia równowagi w momencie kiedy wykonujesz pierwszy krok. Przy lekko przerażonym Chuck’u wejście na szkło miało wyglądać kozacko, jednak błędnik był najwyraźniej przeciwny. Mimo chęci przez sekundę nogi zmieniły się w watę i choć wysokość nie jakaś powalająca to szklana płaszczyzna robiła swoje.

Przyznam, że prawdziwej i szczegółowej historii 1933 nie znam, ale jako fan surowego betonu i szkła fantazja mnie tam poniosła. Jednym słowem „rzeźnia!”.

Napisane przez:

komentarze 3 do “Rzeźnia numer… 1933”

  1. Styczeń 20, 2011 o godz. 6:22 pm, Jarr pisze:

    Przynajmniej ostatnią drogę krówki miały w architektonicznej perełce ;)

  2. Styczeń 20, 2011 o godz. 9:56 pm, Marcin pisze:

    Byłem i to nawet często ;) jakieś 10 min z buta od nas to było. Nawet raz sie załapałem (prawie) na event otwierający Ferrari Club. Prawie bo wstęp tylko dla posiadaczy Ferrari…Jeszcze tam wróce!

  3. Styczeń 22, 2011 o godz. 2:19 am, Mirek pisze:

    wolal bym raczej moje ostatnie minuty spedzic gdzies na zielonej trawce (np. w trakcie summerjam) niz w takiej ilosci betonu

Zostaw komentarz