Xin Nian Kuai Le

…czyli Szczęśliwego Nowego Roku… królika! Chiński Nowy Rok, inaczej Święto Wiosny ma się prawie ku końcowi, przynajmniej część wolna od pracy już za nami.

Z krótką wzmianką na ten temat zwlekałem wykorzystując jedną z trzech stałych opcji jakie w tym czasie pozostają: wyjechać, nadrobić zaległości w filmach na DVD lub pracować dalej. To taki szablon, niemal maksyma ekspata w Szanghaju.

W czasie Święta Wiosny mamy do czynienia z największą na świecie migracją rasy ludzkiej. Chińczyk chce wrócić do domu, do rodziny i bliskich. Nie mam tu na myśli przejażdżki metrem czy autobusem, a raczej kilkunastogodzinną tułaczkę pociągami czasem nawet na stojąco. Im bliżej wolnego tym ceny i walka o bilety nabiera agresji. To samo dotyczy biletów lotniczych… zwłaszcza tu, w Szanghaju. Podróż po kraju lub poza, gdzie jest cieplej kusi każdego. Przewoźnicy wykorzystują to bezlitośnie, więc jeśli nie zaczniesz planować na zaś pozostaje Ci kolekcja DVD, książka i pust(awe) ulice Szanghaju.

O naszym wyjeździe wkrótce, tymczasem nie mogłem sobie odmówić publikacji kolejnego video z fajerwerkami w noc gdy królik przejmował schedę po tygrysie. Jest to absolutnie nieocenione uczucie obserwując tysiące fajerwerków eksplodujących nieprzerwanie przez dobrą godzinę. „Dziki zachód” i „strefa wojny” to najczęstsze określenia nowo przybyłych.

Zaraz po zakończeniu zabawy z fajerwerkami, świątynie i kilka ulic wokół wypełniają się wiernymi. Przejeżdżając obok Świątyni Nefrytowego Buddy wierzyć mi się nie chciało w jak długiej kolejce można stanąć, a pamiętam czasy kiedy rano po chleb na wigilie trzeba było ruszyć.

No ale to są Chiny, stanie w kolejce to sport narodowy.

Napisane przez:

komentarzy 7 do “Xin Nian Kuai Le”

  1. Luty 9, 2011 o godz. 6:23 pm, Jarr pisze:

    Biedne zwierzątka, które przeżyły kolację odchodziły pewnie od zmysłów, kiedy źli ludzie bawili się w puszczanie sztucznych ogni.

  2. Luty 9, 2011 o godz. 6:34 pm, Kriss pisze:

    Pamiętaj, że puszczanie ogni ma na celu wypędzenie złych duchów, więc aż tacy źli nie są ;)

  3. Luty 9, 2011 o godz. 11:11 pm, Arleta pisze:

    czytam tego bloga z zapartym tchem. Za kilkanaście dni wyruszam do Szanghaju. Znalazłam tu wiele pomocnych i interesujących informacji za które chciałabym bardzo serdecznie podziękować.

    ps. szkoda że pod zdjęciami jedzonka nie było podpisów i ich chińskich nazw ;) … przynajmniej wiedziałabym za co się zabierać, a tak…. kto wie czego zasmakuję…

    pozdrawiam Was gorąco i raz jeszcze dziękuję!

  4. Luty 10, 2011 o godz. 2:32 am, Mirek pisze:

    no to szczesliwego nowego chinskiego roku wam zycze,
    fajnie macie w tym roku,tak dwa razy sylwestra spedzac.
    pozdrowionka.

  5. Luty 10, 2011 o godz. 6:15 am, matka Polki ;) pisze:

    po raz pierwszy mogłam oglądać fajerwerki z góry ;)też fajnie ;)

  6. Luty 12, 2011 o godz. 2:30 pm, kriss pisze:

    @Arleta: Następnym razem dorzucę opisy dań, ale z chińskimi wersjami będzie ciężko ;-) Dobrej zabawy w Sha!
    @Mirek: Dwa sylwestry fajna sprawa, ale jeszcze trzecia porcja fajerwerków 17go lutego na Festiwal Latarni.
    @matka Polki: Szkoda tylko tych co oglądają je na wysokości eksplozji :)

  7. Maj 9, 2012 o godz. 1:02 pm, Popiół po smoczym podmuchu | Shanghai Weekly pisze:

    […] jeszcze rok temu w małym gronie podziwialiśmy rozświetloną panoramę miasta, wizytujący kolega ze Stanów Zjednoczonych […]

Zostaw komentarz