Aneks do Qingdao

To był wypad integracyjny, więc jak na taką okoliczność przypada warto stuknąć się szklaneczką chłodnego napoju. Jeśli jesteś w Qingdao jest tylko jedna opcja… browar, a dokładniej Tsingtao.

Tak właśnie zaczęła się druga przygoda z owym miastem. Po sytej obiadokolacji nie obeszło się bez konkursu piwnego czyli walki o tytuł najszybszego żłopa. Można to podciągnąć pod chińska tradycję o ile takowa istnieje. Ja podciągam to pod sport skoro przyjemność przeradza się w pewnego rodzaju wysiłek fizyczny.

Piwo w chinach jest lżejsze (ok 3%) i pije się z małych szklanek. Na hasło „gambei” wlewasz w siebie wszystko, starając się pobić konkurenta. Początki wydają się bardzo proste, ale kiedy stajesz się niekwestionowanym liderem, kolejka pretendujących do tytułu powiększa się z każdym toastem. Wreszcie przychodzi ten moment kiedy wlać w siebie więcej nie możesz i tytuł przechodzi na kolejną osobę. Ja po sytej strawie i kilku dzbankach wypitych przed rozgrywkami utrzymałem pozycję przez cztery kolejki pod rząd. Nie wiem czy wynik wart jest odnotowania, ale przy takim dopingu emocje sięgneły poziomu ekstraklasy :)
Chętnych zagłębienia chińskiej tradycji piwnej zachęcam do obejżenia tego spotu reklamowego.

Na szczęście oprócz konkursów barowych znalazła się też chwila na zmianę zdania o samym Qingdao. W prawdzie nadal jest mi ono obojetne, ale tym razem pozytywnie rozczarowała mnie plaża. O dziwo takowa istnieje i to całkiem spora.

Podczas poprzedniej wizyty stacjonowaliśmy bliżej popularnych turystycznie punktów, gdzie woda przypominała szlam, a owoce morza zafundowały moim jelitom dance makabre. Tym razem było inaczej, doskonały uliczny seafood choć może bardziej radioaktywny ;) plaża bliższa standardom i nawet niemała górka Laoshan z własną marką browaru dla zmęczonych, spragnionych wędrowców.

Tu nie trzeba przyjeżdzać na festiwal piwa, żeby poczuć chmielną tradycję. Jak trafisz na odpowiednią ulicę Tsingtao leje się litrami i to w niejednym kolorze.

Wydawałoby się, że ten rozdział mam już zamknięty, ale do fabryki Tsingtao jeszcze nie dotarłem. Zatem do trzech razy sztuka!

Napisane przez:

komentarzy 7 do “Aneks do Qingdao”

  1. Czerwiec 3, 2011 o godz. 5:31 pm, Marcin pisze:

    Gambei Kriss ;)

  2. Czerwiec 3, 2011 o godz. 5:55 pm, Kriss pisze:

    Gambei z całyś światem, Marcinku ;-)

  3. Czerwiec 4, 2011 o godz. 3:26 am, mamuśka pisze:

    Gambei synku ;)

  4. Czerwiec 4, 2011 o godz. 9:45 pm, Kriss pisze:

    Gambei, gambei mamuśka ;-)

  5. Czerwiec 6, 2011 o godz. 3:55 pm, Jarr pisze:

    Gambei szwagrze. Z drugiej strony, czy oni mają tam teraz Boże Narodzenie, bo ulica przystrojona jak grudniu?

  6. Czerwiec 6, 2011 o godz. 4:32 pm, Kriss pisze:

    Jak masz fabrykę piwa w mieście wszystko wygląda jak Boże Narodzenie ;)

  7. Czerwiec 9, 2011 o godz. 12:02 am, Mirek pisze:

    Gambei kuzyn.
    na taki sport zawodowy to tez bym sie zapisal,
    ale by sie chinczyki przy mnie porozpijali :-)

Zostaw komentarz