Kawałek Borneo na Nowy Rok

Od kilku dni świętujemy rok smoka, ale zanim o tym, wtrącę jeszcze o naszym tradycyjnym Nowym Roku co nie do końca tradycyjnie wyglądał. Zabrakło śniegu, mrozu, szampana i… fajerwerków.

Do Kota Kinabalu wybraliśmy się aby wygrzać kości i zadośćuczynić nieobecność w ojczyźnie. Cóż lepszego można wymyślić jak nie gorący piasek i błękitną wodę na malezyjskiej plaży. Pogoda dopisała mimo sezonu monsunowego jednak klika niespodzianek na miejscu zweryfikowały wyobrażenia o Borneo.

Miasto samo w sobie zbyt wiele atrakcji nie oferuje, jest raczej punktem startu dla przybywających tu turystów, bramą do dalszych podróży. Stąd rusza się do Parku Narodowego, na Mount Kinabalu czy w rejs po Parku Klias gdzie w naturalnym habitacie można przyglądnąć się Nosaczom Sundajskim, małpom o niebywale długich nosach, dwóch żołądkach i niechęci do bananów. Wypad na szczyt góry Kinabalu trzeba rezerwować na tydzień przed także główna atrakcja nas ominęła. Mówią, że widok z góry o wschodzie słońca jest niewiarygodny tym bardziej taka strata boli.

Cały plażowy hedonizm odgrywa się zaś na wyspach nieopodal Kota. Wysepki Manukan, Mamutik, Sapi czy Gaya leżą w odległości 20 minut od małego portu, którym codziennie kursują wodne taksówki rozwożąc turystów do godziny 16. Gaya, największa z wysp jest zarezerwowana dla dwóch ekskluzywnych resortów, które niestety podczas sezonu monsunowego zgarniają cały syf spychany przez wiatry do lądu. Paradoksalnie jeden z resortów o nazwie Gayana Eco Resort z willami na wodzie wygląda jak wodne wysypisko śmieci. Drugi resort broni się dzięki sieciom rybackim zarzuconym w zatoce.

Noc w Kota to filipiński market z owocami morza i kilka punktów ulicznej wyżerki. Ta jedyna sylwestrowa noc nie wiele różniła się od pozostałych. Więcej ludzi na ulicy, nieco dłużej otwarte punkty usługowe i brak konkretnego punktu noworocznego szaleństwa. To gdzie finalnie wylądowaliśmy było wypadkową informacji z kilku źródeł. Biorąc pod uwagę muzułmańskie reguły gry napoje wyskokowe również nie były łatwe do zdobycia i tym bardziej ich cena nie zachęcała. Po jakimś czasie mieliśmy już rozpracowaną siatkę sprzyjających sklepów, ale na myśl o małej puszce piwa za 8zł w sklepie spożywczym jeszcze dziś mnie spina ;)

PS. Jeśli kiedyś będziesz wybierał się na Borneo, pamiętaj zabrać wysoki bloker słoneczny cobyś nie musiał pływać w t-shircie ;)

Napisane przez:

komentarzy 12 do “Kawałek Borneo na Nowy Rok”

  1. Styczeń 30, 2012 o godz. 5:29 pm, Jarr pisze:

    Zapamiętajcie sobie dobrze, to ciepłe morze w Nowy Rok, bo 2013 powitacie jako morsy hahaha!

  2. Styczeń 30, 2012 o godz. 6:17 pm, sis pisze:

    no cóż jak zwykle nie pozostaje nam nic innego jak tylko westchnąć z zazdrością…. ;) rozumiem że pływałeś w koszulce bo plecy nie dogadywały się już ze słońcem ;)

  3. Styczeń 30, 2012 o godz. 6:30 pm, sis pisze:

    komentarz wstawiłam w trakcie czytania,więc już nie mam wątpliwości co do słońca i koszulki ;D

  4. Styczeń 30, 2012 o godz. 9:12 pm, Kriss pisze:

    @Jarr: przeplataniec musi być ;-)
    @sis: ogólnie całe ciało się nie dogadywało, zrobiłem się na homara pięknie z każdej strony.

  5. Luty 1, 2012 o godz. 3:29 am, kuzyn pisze:

    eeeeee tam ,za duzo slonca, cieplej wody i wogole ………… kuzwaaa jak Wam zazdroszcze , a tu sie snieg zapowiada.

  6. Luty 2, 2012 o godz. 6:56 am, B. pisze:

    4260 swietna fota! „panoramy” tez niczego sobie :)
    4269 nawet troche podobny do Wojtka jestes ;) oczywiscie za czasow jego mlodosci, kiedy „szczupakiem” byl :)
    dlaczego wejscie na Kinabalu trzeba rezerwowac z takim wyprzedzeniem? musisz isc z przewodnikiem/ za duzo chetnych, czy jak?

  7. Luty 2, 2012 o godz. 9:39 am, Kriss pisze:

    Ja lubię 4259 – gość w różu był dobry, a jeszcze lepsza jego towarzyszka. Jakiego Wojtka???
    Na górę Kinabalu idziesz z przewodnikiem, dwudniowa wyprawa z noclegiem na szczycie tak aby o 4 rano przyglądać się wstającemu słońcu. Ekwipunek dostarczają.

  8. Luty 2, 2012 o godz. 3:12 pm, B. pisze:

    4259 tez dobre, 4260 wg mnie ma idealna kompozycje, jak na nie spojrzalem poczulem sie jakbym plynal Twoja lodzia i patrzyl jak ta przed nami(naprawde czuje, ze tam jestem) odplywa w dal :)
    na 4269 przyjales postawe/pozycje jak W.Mann w reklamie jednego banku, ktora w swej tresci nawiazuje do dalekich wycieczek,podrozy; myslalem, ze to Twoja interpretacja tej reklamy :)
    kurcze, faktyczne zal tej gory, ale jest przynajmniej powod, zeby tam wrocic :)

  9. Luty 2, 2012 o godz. 3:32 pm, Kriss pisze:

    Dzięki ;) W.Mann to nowe porównanie, obyś nie wykrakał!!! Niestety reklamy nie widziałem.

  10. Luty 2, 2012 o godz. 7:55 pm, B pisze:

    Wykrakac to ewewntualnie Ty mozesz,zwlaszcza z takim nazwiskiem :)asekuracyjnie napisalem przeciez,że jak szczuplutki byl(no kiedys chyba byl);)
    A reklama niestety bez rewelacji,nic nie straciles

  11. Luty 2, 2012 o godz. 9:59 pm, Barbara pisze:

    Niezmiernie mi jest milo obejrzec wspaniale zdjecia, ta egzotyka,kontrasty.Ciekawe i interesujace komentarze. Jak to dobrze siedziec w Redzie i tak daleko podrozowac. Serdecznie pozdrawiam Barbara, kumpelka Lali ze szkoly.

  12. Luty 6, 2012 o godz. 1:31 pm, Kriss pisze:

    @kuzyn: o mrozie też zaraz będzie ;)
    @Barbara: pozdrowienia ;)

Zostaw komentarz